Choroba niebieskiego języka znów groźna. Inspekcja Weterynaryjna apeluje do hodowców
Choroba niebieskiego języka (Bluetongue, BT) ponownie budzi niepokój wśród hodowców i służb weterynaryjnych. Wirus atakuje przeżuwacze – zarówno zwierzęta gospodarskie, takie jak bydło, owce i kozy, jak i dzikie, m.in. jelenie czy sarny.

Szacowany czas czytania: 01:05
Choroba niebieskiego języka – apel inspekcji
Patogen rozprzestrzenia się wyłącznie przez owady kłująco-ssące oraz kontakt z krwią lub nasieniem zakażonych zwierząt. Nie przenosi się bezpośrednio między zwierzętami.
Objawy i przebieg choroby
Wiele zwierząt może przechodzić chorobę bezobjawowo, co dodatkowo utrudnia jej szybkie wykrycie. W przypadkach klinicznych najczęściej obserwuje się:
- nadżerki i owrzodzenia w jamie ustnej,
- zaczerwienienie i obrzęk błony śluzowej, czasem zasinienie języka,
- ślinotok, brak pobierania wody i paszy,
- wysoką gorączkę i osowiałość,
- duszność,
- kulawizny wynikające ze stanów zapalnych w obrębie racic,
- łuszczenie się naskórka strzyków i powstawanie strupów,
- ryzyko długoterminowych strat produkcyjnych, takich jak spadek mleczności, zaburzenia płodności czy poronienia.
Eksperci podkreślają: zarażonych zwierząt nie uśmierca się – przypadki kliniczne wymagają leczenia i opieki weterynaryjnej.
Choroba nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Produkty pochodzenia zwierzęcego, takie jak mleko czy mięso, są bezpieczne.
Inspekcja Weterynaryjna apeluje do hodowców o zachowanie szczególnej ostrożności. Zaleca unikanie zakupu zwierząt z niepewnych źródeł, regularne kontrole stad, stosowanie środków przeciw owadom oraz szybkie zgłaszanie podejrzanych objawów. Profilaktyka i szybka reakcja są kluczowe dla ochrony zwierząt i ograniczenia strat w hodowlach.