Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Długi weekend w Tatrach pracowity dla ratowników TOPR. Pomogli kilkudziesięciu osobom [ZDJĘCIA]

W czasie weekendu, od piątku do niedzieli (14-16.08) wieczorem ponad 50 osób potrzebowało pomocy ratowników TOPR. Niestety, jednego z turystów nie udało się uratować.

weekend w Tatrach
fot. TOPR

Szacowany czas czytania: 02:35

Ratownicy TOPR pomogli kilkudziesięciu osobom. To był dla nich pracowity długi weekend w Tatrach

W akcjach brał udział nie tylko śmigłowiec, ale i po raz pierwszy dron, który na miejsce zdarzenia przetransportował defibrylator. Mówi Łukasz Zubek, ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Łukasz Zubek: Pomocy potrzebowało 52 osoby. Bardzo pracowitą okazała się sobota, było bardzo dużo zasłabnięć, sporo urazów kończyn dolnych. To wszystko się częściej działo w godzinach popołudniowych, kiedy te osoby już zmęczone wracały z tych gór, osłabione, wtedy musieliśmy tych ludzi ewakuować po prostu. Rano, przed godziną szóstą, turyści, którzy wędrowali w kierunku Rysów na szlaku pomiędzy Morskim Okiem a Czarnym Stawem pod Rysami, znaleźli na szlaku nieprzytomną osobę, bez oznak życia, podjęły się resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Tam został wykorzystany dron, który na stałe stacjonuje w Morskim Oku i przywiózł na miejsce AED, czyli defibrylator. Udało się z niego skorzystać, przylecieli ratownicy śmigłowcem, ale finalnie turystę nie udało się uratować, ponieważ on dosyć długo był bez oddechu, bez funkcji życiowych. Tak, że finalnie turysta w szpitalu zmarł.

Pracowite okazały się nie tylko te dni, ale również noc z soboty na niedzielę(15/16.08). Do późnych godzin nocnych ewakuowano wycieńczonych i kontuzjowanych turystów, głównie z okolic Morskiego Oka

Łukasz Zubek: Były to typowe zasłabnięcia, odwodnienia, jakieś udary cieplny. Więc ci turyści faktycznie byli przemęczeni. No i też były transportowane osoby z drobnymi urazami kończyn dolnych, które jednak dyskwalifikowały takie próby powrotu na kwaterę. Tak, że dobrze, że dzwoniły, bo lepiej dla nich.

Radio Alex: Noc jest szczególnie niebezpieczna nie można użyć śmigłowca w akcji.

Łukasz Zubek: Zgadza się. Śmigłowce latają tylko w amerykańskich filmach po zmroku u nas nie. Tak, że musimy wszystko robić, że tak powiem, manualnie, na piechotę, samochodami, czyli tym, co mamy i tym, co możemy, tak ratujemy.

Większość drobnych wypadków była spowodowana złą oceną własnych sił i brakiem odpowiedniego przygotowania się do wyjścia w wysokie partie gór w czasie panujących upałów.

Łukasz Zubek: W takich warunkach nietrudno o odwodnienie, o udar cieplny. Studźmy te nasze plany. Pamiętajmy o tym, że pierwszego dnia, nie od razu w najwyższe góry. Tutaj nawet mówimy o Kasprowym Wierchu, kolejce. Takie niby banalne, błahe sprawy, ale jednak to jest 2000 metrów, więc o tym pamiętajmy. A jeśli już czujemy się na siłach, mamy to wszystko bardzo fajnie rozplanowane czasowo, czyli wiemy, że nam tego dnia nie zabraknie, że umiejętności pozwolą, miejmy troszeczkę tego jedzenia, picia w różnych formach, elektrolity, dużo wody, dużo jakichś takich szybkich posiłków, które dadzą taki zastrzyk energii.

Autorka: Beata Denis-Jastrzębska

REKLAMA