Przejdź do menu głównego Przejdź do treści

REKLAMA

Transport konny do Morskiego Oka będzie ograniczony!

Transport konny do Morskiego Oka będzie ograniczony. Wozy, ze zmniejszoną liczbą pasażerów będą kursowały na trasie od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Na trasę zostaną wprowadzone busy elektryczne.

Transport konny do Morskiego Oka
Fot. Radio Alex

Szacowany czas czytania: 05:56

Transport konny do Morskiego Oka: będą zmiany

O zmianach poinformowano dziś na specjalnej konferencji w TPN. Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego mówił o szczegółach porozumienia:

Szymon Ziobrowski: Udało nam się dzisiaj osiągnąć porozumienie w kwestii zmiany formuły transportu na drodze do Morskiego Oka. Udało się ustalić, że transport konny na drodze do Morskiego Oka pozostaje. Będzie on jednak miał formułę transportu kulturowego. Transport będzie wykonywany na odcinku między Palenicą Białczańską a Wodogrzmotami Mickiewicza. Przechodzimy z wykorzystania konia jako środka transportu do wykorzystania konia jako atrakcji turystycznej. Chcemy, żeby na drodze do Morskiego Oka transport był podobny do tego, który dzieje się w innych rejonach Podhala, w Zakopanem, w Dolinie Chochołowskiej czy w Dolinie Kościeliskiej, gdzie koń tak naprawdę i ten transport jest atrakcją, a nie formą komunikacji. To porozumienie udało nam się wypracować. Dzisiaj podpisaliśmy stosowny list intencyjny. Podpisały się wszystkie zainteresowane strony.

Uzupełnieniem tej formuły, o której powiedziałem wcześniej, będzie transport elektryczny. My oczywiście jako Tatrzański Park Narodowy i organizator tego całego przedsięwzięcia będziemy wykonywać za pomocą tych środków transportu usługę edukacyjną. Busy będą kursowały po drodze powiatowej. Pani minister zapewniła, że zabezpieczy środki na zakup tylu busów, które umożliwią wykonywanie tej usługi w taki sposób, żeby ona miała sens, żebyśmy mogli uzupełnić tę lukę po wozach, które będą kursowały na skróconym odcinku drogi.

Mówi Paulina Hennig-Kloska, Minister Klimatu i Środowiska:

Paulina Hennig-Kloska: Konie, które pracują nad Morskim Okiem, będą dzisiaj elementem kulturowym Podhala. Nie będą świadczyć typowych usług transportu konnego, tylko będzie ta usługa zamieniona na transport kulturowy, a w praktyce oznacza to zejście z 7-kilometrowego odcinka, na którym dzisiaj pracują, do odcinka 2,5-kilometrowego w dolnej części tej trasy. A to znaczy, że konie będą pracowały dużo lżej, będą dużo mniej obciążone. Czyli to oczekiwanie społeczne, by pracowały jak inne konie, które pracują z bryczką, w zasadzie tutaj osiągamy. To jest niezwykle ważne, bo też wiele osób w drodze różnych negocjacji podnosiło, że konie są naturalnym elementem krajobrazu Podhala. I to prawda, wielu turystów bez tego elementu nie wyobraża sobie Tatr, nie wyobraża sobie Podhala. I to jest coś, co postanowiliśmy uszanować.

Jednocześnie od dłuższego czasu pracujemy, by zelektryfikować transport nad Morskie Oko na tym odcinku, który jest bardziej spadzisty i wymagający i który dla zwierząt stanowił większe obciążenie, i większą trudność. Ale jednocześnie chcieliśmy też zadbać o lokalną społeczność, dlatego organizujemy ten transport wspólnie. Z jednej strony będzie to na krótszym odcinku od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Transport konny na mniejszych gabarytach, z mniejszym obciążeniem dla koni, na niższym pochyle, a dalej będą już jeździć tylko i wyłącznie busy elektryczne.

Mówi Starosta tatrzański Andrzej Skupień:

Andrzej Skupień: Dzisiejszy list intencyjny kończy pewien okres niewątpliwego napięcia w naszych relacjach, ponieważ pani minister musiała wysłuchać kilku pretensji z naszej strony, ponieważ zakup tych busów bez uzgodnień, ponad naszymi głowami, jak również zmiany w ustawie o elektromobilności, potraktowaliśmy trochę jako chwilowy brak zaufania. Natomiast reprezentując naszych mieszkańców, tę grupę, która funkcjonuje na tej drodze, reprezentując tych, którzy również są zainteresowani tym, ażeby wizerunek Podhala był dobry, a wiemy, że mamy z tym pewien kłopot, musieliśmy usiąść do stołu i po twardej, twardych negocjacjach porozumieć się w tej sprawie. Jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, żeby transport na tej drodze był bezpieczny. Dlatego też jako zarządca drogi broniliśmy tych warunków, które będziemy musieli teraz spełnić, ponieważ żeby transport autobusami był bezpieczny, my będziemy musieli poprawić trochę bezpieczeństwo na tej drodze i jej stan i dbać o nią dużo lepiej niż dotychczas.

Dziękuję przede wszystkim wozakom za to, że odpuścili trochę ze swojego. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że będą świadczyć tę usługę w dużo mniejszym zakresie. Pan dyrektor ma pomysł na to, że stosownymi umowami będziemy im to rekompensować. Z dzisiejszym porozumieniem zostawiamy ten element kulturowy. Proszę docenić to, że Podhale mimo różnych swoich walorów, obciążeń jest miejscem, gdzie zachowaliśmy naszą kulturę regionalną w niezmienionym kształcie. To znaczy, nie musieliśmy jej odtwarzać tak,jak w innych regionach. Elementem tej żywej kultury regionalnej są właśnie przewozy, jest to gazdowanie, jest to świadczenie usług fiakierki i chcemy, żeby turyści mieli okazję to zobaczyć. To dzisiaj się stało. Każdy ustąpił trochę ze swojego. Będziemy trzymać za słowo, żeby te obietnice były dotrzymane.

Jak podkreślił Władysław Nowobilski, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka zadowolenia z takiej decyzji nie ma, ale ta wspólnota patrzy na to zdecydowanie szerzej – także w kontekście innych tradycyjnych zawodów:

Władysław Nowobilski: Nie jesteśmy zadowoleni, bo wprowadza się w naszą działalność największe zmiany. Mam nadzieję, że będzie tak samo, jak kiedyś fiakrzy byli niezadowoleni z budowy kolei do Zakopanego, a okazało się, że pociąg przywiózł więcej turystów i jazdy po Zakopanem było więcej. Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy lepiej zarabiać, albo przynajmniej nie mniej. Zawsze jest taka niepewność, do końca nie jesteśmy zadowoleni. W każdym razie naszym punktem przetargowym było, żeby odmrozić listę, żeby jednak cały czas było tych 60. Jak będą konie, to będą i rymarze, i kowale, i weterynarze. Czyli nie patrzymy tylko na nas, żebyśmy my przetrwali, tylko żeby przetrwała cała otoczka konna i przede wszystkim konie. Gdybyśmy na przykład przeszli całkowicie na transport elektryczny, na tych samych warunkach, że ci sami ludzie pracują na elektrykach, to my byśmy zarobili, my byśmy przeżyli, ale nie przeżyłby konie, zubożałyby firmy, które pracują dla nas. Mam nadzieję, że uda się to jakoś zrobić, że to nam nie zaszkodzi. Zawsze ten transport się zmieniał. Konie chodziły coraz bliżej, a teraz jest zrobiona taka dziura, że jeżdżą busy, później konie, później znowu busy. Realia są takie, że trzeba to robić, na co ci pozwala sytuacja. Mam nadzieję, że wyjdzie to jednak na dobre, a co będzie, to czas pokaże.

Zmiany mają wejść w życie od 2026 r., jednak istnieje możliwość, że zostaną wprowadzone wcześniej, o ile zgodę wyrażą fiakrzy.

Czytaj także:

REKLAMA