Zakopane dla początkujących – część 21: Oczko w głowie turystów, czyli Morskie Oko
Agnieszka Epler góralka, szefowa kuchni, blogerka i copywriterka. Z pasją i wielkim zacięciem opowiada o jedzeniu i nie zawsze oczywistej historii Podhala. "Zakopane dla początkujących" to nowe spojrzenie na miasto pełne kontrastów. W najnowszej części serii wyruszamy nad majestatyczne Morskie Oko.

Szacowany czas czytania: 04:04
Zakopane dla początkujących – Morskie Oko
Podhale ma na swoim koncie różne akcje. Niektóre doprowadzają opinię publiczną do bezdechu, niektóre wywołują durnowate dyskusje, niektóre wzbudzają w tej samej opinii „o jak fajnie”. Podhale zawsze wzbudza emocje. Różne, ale wzbudza. Podhale ma też „święte krowy”. Miejsca, które należy „zaliczyć”, bo inaczej pobyt jest bez sensu i świat płacze „łzami rzęsiestemi” nad marnością pobytu. Kasprowy, Gubałówka, Krupówki i Morskie Oko.
W Kuźnicach byliśmy, Bangladesz na Gubałówce też zaliczyliśmy, po Krupówkach wałęsamy się „na raty”, dziś idziemy nad Morskie Oko. Nie będzie to jednak wycieczka, na jaką możecie iść z przewodnikiem. Nie pokłócimy się o konie, nie dostaniemy zadyszki, bo pokona nas asfalt i nie dojdziemy do wspaniałego wniosku, że skoro z ławek pod schroniskiem widać Rysy, to możemy tam śmiało lecieć.
Będzie trochę historii, będzie najsłynniejszy proces o majątki, będzie atak na turystę wilków na szczycie Rysów (to jest moja ukochana opowieść z Tatr i tego długo nic nie przebije), będzie trochę o tym, jak zarezerwować parking i jak zarezerwować, żeby jednak parkować na Palenicy, a nie w Murzasichlu. Chodźcie do najtłoczniejszej części Tatr.

W 2024 roku, nad Morskie Oko weszło 693 500 turystów
Teraz sobie wyobraźcie, że gdyby nie pewien konflikt, a potem proces i zakupy (niektórzy kupują bułki i Labubu, niektórzy kupowali dobra zakopiańskie), to te dzikie tłumy „za granice” by jeździły na wycieczkę. Jednak po kolei.
Pierwsze wzmianki o Morskim Oku (Biały Staw, taka nazwa też funkcjonowała), pojawiły się w 1575 roku. Władysław IV w 1637 roku przekazał prawa do używania pastwisk w rejonach Morskiego, niejakiemu Władysławowi Nowobilskiemu. W 1824 roku Emanuel Homolacs kupił sobie Dolinę Rybiego Potoku, bo czemu by nie. Na przełomie XIX i XX wieku wybuchła kumulacja największej zadymy o tereny wokół Morskiego Oka. Konflikt ciągnął się latami, ale jak księciunio węgierski Christian Hohenlohe zaczął coraz głośniej i agresywniej domagać się prawa własności do zachodnich stoków Żabiego i okolic Morskiego Oka i na dodatek posługiwał się sfałszowanymi mapami, to naród polski nie wytrzymał i przeciągnął księciunia pod kilem. Znaczy, popędził do sądu. Long story short — hrabia Zamoyski kupił dobra Zakopanego, sąd w Grazu (Austria) w 1902 roku wydał wyrok potwierdzający prawa do Morskiego Oka. Interesy Galicji i Hrabiego Zamoyskiego, reprezentował Oswald Balzer. Dzięki temu możecie szturmować jezioro.

Morskie Oko to Tatry Wysokie
Ponieważ do schroniska wiedzie droga asfaltowa, jest w miarę łatwe do zdobycia. Droga do Morskiego Oka to w sezonie niezła szkoła przetrwania. Najpierw musicie się dostać na Palenicę Białczańską, na parking (bilety na ten parking kupujecie na stronie TPN), to jest parking zaraz przy „wejściu” na szlak. Czytajcie dokładnie zasady kupowania i korzystania z parkingu, bo często wybuchają zadymy, że ktoś o 12 w południe jechał i był zdziwiony, że miejsce na niego nie czeka.
Po drodze na Palenicę jest też sporo prywatnych parkingów, z niektórych dowożą busami na Palenicę.
Jak wpadniecie na genialny pomysł, że na poboczu sobie zostawicie auto, to może się okazać, że macie auto do odebrania z policyjnego parkingu, bo was odholowali, albo czeka na was laurka i dyplom uznania w postaci mandatu.
Na Palenicę jeżdżą często busy z Dworca PKS. Jeździ też elektryczny bus TPN, na który bilety kupujecie na stronie TPN a który (niektóre kursy) jedzie do Włosienicy, skąd już jest tylko kawałek do przejścia. Na drodze do Morskiego jest transport konny, ten, który wzbudza najwięcej kontrowersji.
I teraz dochodzimy do wilków na szczycie Rysów. Morskie Oko jest bazą wypadową w wyższe partie gór. Niektórzy tam lecą z pełną fantazją, ale niepełnym przygotowaniem i potem jest dzwonienie po TOPR. Tak było z panem, który zjeżdżał z Rysów na jabłuszku (potem zmienił narracje, że na worku foliowym, a potem, że na gumie) i jak zjeżdżał, to napadł go lis i musiał wrócić na szczyt Rysów, gdzie całą noc spędził, czekając na ratunek i odganiając się od wilków. Najpierw myślałam, że ktoś sobie jaja robi, ale potem pokazano mi konto w mediach społecznościowy i ten dzielny bohater, serio takie rzeczy pisał. Wybitność!!
Morskie Oko to teren parku narodowego. Więc nie moczymy nóg, nie zażywamy kąpieli, nie karmimy ryb i jeleni, nie palimy ognisk i zbieramy po sobie śmieci. Bawcie się dobrze i bezpiecznie!