Zakopiański SMS świętował „Dzień Patrona”. Była okazja do wspomnień, niezwykłej lekcji życia i podejścia do sportu
Zakopiański Zespół Szkół Mistrzostwa Sportowego świętował w czwartek (29.10) "Dzień Patrona" - Stanisława Marusarza

Szacowany czas czytania: 07:23
Zakopiański SMS świętował!
Od kiedy Zakopiańska Kuźnia Mistrzów nosi imię „Króla Nart”? Mówi Dawid Szeliga, dyrektor placówki:
Dawid Szeliga: Wydawałoby się, że powinniśmy mówić, że od początku, czyli od 1977, kiedy szkoła powstała. Ale nie, szkoła nie miała patrona. Stanisław Marusarz został patronem w 2002 roku, czyli na 25-lecie istnienia szkoły. Szkoła cały czas rośnie i to nas bardzo cieszy, rozwija się. Mamy 240 uczniów, oddziały od pierwszej klasy podstawówki aż do czwartej klasy maturalnej. W podstawówce wiadomo mamy 8 klas plus jedna pierwsza to 9 klas i w oddziale licealnym 5 oddziałów. To są te najważniejsze dla nas sporty zimowe, bo gdzie jak nie w Zakopanem? Mamy skoki narciarskie połączone oczywiście z kombinacją norweską, biegi narciarskie, snowboard, narciarstwo alpejskie, do tego biathlon i łyżwiarstwo szybkie. (…)
Uroczystość rozpoczęła się na Starym Cmentarzu. Na Pęksowym Brzyzku wiązanki kwiatów na mogile Stanisława Marusarza złożyły bowiem delegacje Tatrzańskiej Rady Olimpijskiej, grona pedagogicznego i uczniów.
Już w szkole tradycyjnie odbyło spotkanie z olimpijczykiem. Tym razem były to pochodzące z Poronina siostry Majerczyk, czyli słynne „Matuski” – Bronisława, Józefa, Ludwika i Władysława – najlepsze narciarki lat 70 i 80 ubiegłego wieku. W sumie było dziesięcioro rodzeństwa z Poronina – dwóch braci i osiem sióstr, z czego właśnie wymienione cztery poświęciły kawał życia narciarstwu biegowemu.
Wspomnienia. Nie wiadomo od czego tu zacząć, bo tyle radości i tyle sukcesów i tyle porażek miałyśmy w swoim życiu, że dzisiaj świętujemy to, że żyjemy, jesteśmy i możemy się spotkać z siostrami i ze szkołą sportową, właśnie w dniu święta Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem imieniem Stanisława Marusarza. Zresztą ze Staszkiem my się nie raz spotykali, bo my już ten rocznik, kiedyśmy jeszcze się spotykali ze Staszkiem. I nam bardzo miło, że Tatrzańska Rada Olimpijska zaprosiła nas, aby młodzieży przekazać, przypomnieć i opowiedzieć o swoich problemach, sukcesach i historii naszego sportu i nauki.

Czy młodzież chce słuchać takich sportowych opowieści?
Józefa Chromik: Ale trzeba zachęcać. Trzeba zachęcać, w jakiś sposób taki atrakcyjny, żeby oderwać ich od tych telefonów, od tych smartfonów, od tych komputerów, bo to jest straszne. Nie rozumiemy tego, że można pozwolić dzieciom w szkole mieć telefon. Absolutnie, nauka i sport są najważniejsze w życiu. Sport i nauka. Nauka i sport. Nauka jest najważniejsza, bo trzeba zdobyć w życiu zawód, trzeba zdobyć w życiu możliwość pracy i egzystowania, życia w przyszłości. Sport może wyeliminować czasem człowieka nawet z normalnego życia. (…)
Władysława Tragarz: Nasze motto przewodnie to pierwsi w nauce i pierwsi w sporcie. Żeby być dobrym sportowcem, to niestety trzeba mieć poukładane dobrze w głowie, a więc dla mnie najważniejsza matematyka, wyniki sportowe, a każdy sport, nawet porażka, buduje człowieka na nowo. W związku z tym każdy sport uprawiany jest bardzo dobry, czy to będzie na szczeblu szkolnym, czy powiatowym, czy wojewódzkim. My bierzemy wzór ze starszych zawodników, śp. Stanisław Marcel był na czterech igrzyskach olimpijskich, prawda? W czasie II wojny światowej dał z siebie wszystko, był i łącznikiem i różne sytuacje miał. Po wojnie udzielał się w sporcie też, więc my za tym przykładem starsze panie też będziemy dawać przykład.
Mówiły siostry z domu Majerczyk, Józefa Chromik – olimpijka z Sapporo w 1972 roku i Władysława Tragarz, która także brała udział w japońskich igrzyskach, ale także w tych w Innsbrucku cztery lata później.
Tu warto przypomnieć, że córka jednej z rodzeństwa – Ludwiki to Jagna Marczułajtis – Walczak – mistrzyni i wicemistrzyni Europy, uczestniczka zimowych igrzyskach olimpijskich w Nagano (1998), w Salt Lake City (2002), gdzie zajęła 4. miejsce w slalomie równoległym, oraz w Turynie (2006). Dwukrotnie też wygrała zawody Pucharu Świata: w Bad Gastein (2004) i w Nendaz (2006).
Natomiast wnuczka kolejnej siostry – Janiny, to wybitna kajakarka górska Aleksandra Stach. Slalomistka Krakowskiego Klubu Kajakowego m.in. w 2018 została mistrzynią świata seniorów w konkurencji C2 mix (z Marcinem Pochwałą), rok później zdobyła w tej samej konkurencji wicemistrzostwo świata (również z Marcinem Pochwałą). W igrzyskach olimpijskich zadebiutowała w Tokio w 2021 roku (ta rywalizacja z powodu pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 została przełożona z 2020).
Jak już wspomniały „Matuski”, zaproszenie na szkolne uroczystości otrzymały m.in. od działającej od trzech lat Tatrzańskiej Rady Olimpijskiej. Mówił Zofia Kiełpińska, prezes Tatrzańskiej Rady Olimpijskiej, m.in. brązowa medalistka mistrzostw świata z 1993 roku w Borowcu w biatlonowym biegu drużynowym na 15 km (wspólnie z Heleną Mikołajczyk, Anną Sterą i Krystyną Liberdą), uczestniczka ZIO w Albertville (1992) i Lillehammer (1994).
Zofia Kiełpińska: Założenie Tatrzańskiej Rady Olimpijskiej to była przede wszystkim pamięć o olimpijczyka, pamięć o ludziach sportu, pamięć o tych, o których wszyscy już zapomnieli. A rzeczywiście żyjemy w takiej dobie rozwoju technologicznego, że każdy najbardziej zaprzyjaźnia się z własnym telefonem i tak naprawdę nie interesuje nas, kto jest tuż obok. Z pokolenia na pokolenie nie jest przekazywana informacja, że wujek, ciotka, dziadek, mama, babcia, byli olimpijczykami, byli sportowcami, byli trenerami, byli nauczycielami. Ponieważ olimpijczyk to nie jest tylko ten, który brał udział w igrzyskach. Oczywiście on ma status olimpijczyka, on jest olimpijczykiem, ale bez nauczycieli, rodziców, wychowawców, bez trenerów nie byłoby olimpijczyków. (…)
Posłuchajcie:

Stanisław Marusarz
Multimedalista mistrzostw Polski w konkurencjach narciarskich, w tym 11-krotny mistrz kraju w skokach narciarskich. Najważniejszy skok w życiu oddał w 1940 roku z… okna więzienia Gestapo przy ul. Montelupich w Krakowie. Stanisław Marusarz urodził się 18 czerwca 1913 roku.
Stanisław Marusarz skakać na nartach zaczął mając 10 lat. Osiem lat później był już mistrzem kraju zarówno w skokach, jak i biegu zjazdowym. Ta wszechstronność – wygrywał także zawody w kombinacji klasycznej i alpejskiej – sprawiła, że zaczęto go nazywać „królem nart”. Najlepszy w sportowej karierze Marusarza był rok 1938. W fińskim Lahti został wicemistrzem świata w skokach narciarskich. Wspaniale rozwijającą się karierę przerwał wybuch II wojny światowej. Polski „król nart” wstąpił do Związku Walki Zbrojnej i wykorzystując znakomitą kondycję oraz znajomość Tatr został kurierem na trasie Zakopane-Budapeszt. Przeprowadzał ludzi, przenosił materiały konspiracyjne i pieniądze na działalność podziemną.
Konspiracyjnej działalności Marusarza nie służyła jednak rozpoznawalność, którą cieszył się jako sportowiec. To też stało się przyczyną wpadki w 1940 r. Słowaccy żandarmi szybko zorientowali się w roli jaką pełnił, nie powiodła się też próba ich przekupienia. Gdy zawiadomili Gestapo, polski kurier wiedział, że ma niewiele czasu. Ogłuszył strażnika i zniknął w pobliskim lesie. Po powrocie do Zakopanego wraz z żoną zdecydowali się uciekać do Węgier. Znowu zatrzymała ich słowacka straż graniczna…Tym razem Marusarz był już pilnie strzeżony i został szybko przekazany Niemcom. Trafił do owianego złą sławą więzienia Gestapo przy ul. Montelupich w Krakowie. Odmówił kolaboracji, choć otrzymał nawet propozycję szkolenia niemieckich narciarzy. Wkrótce potem skazano go na śmierć. Wraz z współwięźniami Marusarz opracował plan ucieczki, którą zaplanowano na 2 lipca 1940 roku. Nogą od taboretu spiskowcy wygięli kraty w oknach i po kolei skakali z wysokości pierwszego piętra, później podejmując próbę pokonania wysokiego muru. Udało się tylko dwóm, w tym Marusarzowi. Pozostałych zastrzelili strażnicy.
Końca wojny Marusarz doczekał na Węgrzech trenując miejscowych skoczków i zjazdowców oraz projektując skocznie. Po 1945 r. wrócił do sportu i zdobywania medali mistrzostw Polski. Karierę zakończył w 1953 r., w wieku 43 lat.
Już wówczas młodsi sportowcy nazywali go „Dziadkiem”. Był nim jednak tylko w przenośni – dziewięć lat później, podczas otwarcia konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen, w garniturze i krawacie skoczył ponad 60 m. W 1989 r. Wielką Krokiew w Zakopanem nazwano im. Stanisława Marusarza „za wzór postaw patriotycznych i sportowych”. Dramatyczne było niestety nie tylko życie „Dziadka”, ale też okoliczności jego śmierci. 29 października 1993 roku na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem miał wygłosić mowę pożegnalną na pogrzebie swojego dowódcy z czasów konspiracji – Wacława Felczaka. Podczas ceremonii zasłabł nie odzyskując już przytomności.



